Bogdan Grodzki

Home

Wiersze

Punkt widzenia

Myśli

Quotations

Notki

Teksty wybrane

Filmy

Contact

Dialog




 

Debaty polityczne w Polsce AD 2007

Odbyły się już dwie debaty polityków przed wyborami, dzisiaj czas na kolejną.
W jakimś stopniu czuję ulgę, że dzisiejsza debata odbędzie się bez udziału Jarosława Kaczyńskiego, pomimo tego, że obecnie nadal sprawuje urząd premiera i ciągle cieszy się (o dziwo) sporym poparciem, tak naprawdę nie zasługuje moim zdaniem na takie wyróżnienie w debacie "gigantów" politycznych z tego prostego względu, że nie prezentuje on naprawdę żadnego pozytywnego programu. Jego totalna negacja wszystkiego co przed PiS-em, totalna gloryfikacja wszystkiego co wywodzi się z PiS-u jest po prostu prymitywnie arogancka i śmieszna. Przypomina mi o żywo praktyki knura Napoleona z "Folwarku zwierząt" Goerga Orwella. J. Kaczyński, tak jak orwellowski Napoleon ma usta pełne siebie i solidarny jest najbardziej z samym sobą i swą formacją (jak to bardzo trafnie ujął Waldemar Pawlak). Podobnie jak zgromadzenie w "Folwarku zwierząt" tak elektorat PiS-u nie przejmuje się albo wcale nie potrafi dostrzec negatywnej strony swych ulubieńców, choćby przywódcy popełniali notorycznie niewybaczalne błędy. Gdy ślepe uczucia i emocje biorą górę, rzeczowe argumetny nie mają dla nich żadnego znaczenia. Karmieni populistycznym pokarmem swych pupili wierzą im bezgranicznie.
Najwyraźniej Jarosław Kaczyński żadną krytyką zupełnie się nie przejmuje, wprost przeciwnie - poczytuje ją sobie za punkt chluby. Ktoś kiedyś nazwał braci Kaczyńskich - sowietami - rzeczywistość dnia powszedniego jakby tą teorię zdawała się potwierdzać.
Wydaje się więc, że ugrupowanie Kaczyńskiego nie jest dobrym wyborem na powierzenie rozwiązywnia zawiłych spraw polskich a on sam moim zdaniem nie powinien być głównym podmiotem na scenie politycznej kraju nad Wisłą.
Kwaśniewski zdecydowanie lepiej wypadł w pierwszym starciu z Kaczynskim na dwóch płaszczyznach. Przede wszystkim górował nad Kaczyńskim zwykłą ludzką skrommością, którą Kaczyński, delikatnie mówiąc nie grzeszy. Poza tym Kwaśniewski proponował spokojną desputę o współczesnych problemach kraju zamiast tworzenia ciągłych konfliktów z których bracia Kaczyńscy są słynni. Nie wiem na ile Kwaśniewski jest wolny czy uwikłany w afery czy inne nieprawidłowości związane z prywatyzacją ostanich kilku lat. To powinno być uczciwie zbadane przez kompetentne i niezawisłe instytycje państwowe. Nic nie zostało mu udowodnione, ba nie został przecież postawiony mu oficialnie jakikolwiek zarzut. Póki co, w porównaniu z Kaczyńskim Kwaśniewski zdecydowanie prezentował się bardziej odpowiedzialnie jako polityk przewidywalny, którego jest stać do przyznania się do swych win i słabości, do czego Kaczyński (pomino, że tak ostentacyjnie, publicznie odwołuje się do wartości chrześcijańskich) nie jest w stanie nawet w najmniejszym stopniu zdobyć sie na cień zwykłej ludziej pokory.
Zadziwia mnie zatem to, że popierającym PiS (jak wiadomo - najczęściej osoby w podeszłym wieku i z niskim wykszcałceniem) zupełnie nie przeszkadza rzeczowa ale niejednokrotnie totalna krytyka opozycji i mediów, którą, jak przywódcy partii odbierają prawie jako pochwałę, nawet wtedy gdy pochodzi od byłych liderów tegoż ugrupwania jak Marek Jurek, Radosław Sikorski, premier Kazimierz Marcinkiewicz, już nie mówiąc o byłych koalicjantach jak Roman Giertych, czy Andrzej Lepper.
Praktyki monopolistyczne - mydlenie oczu ogółu przez momopolistów jest w ich żywotnym interesie.
Czy Kaczyński, Putin, Łukaszenka przyznają kiedyś, że krytykujący ich maja rację?  Rząd Kaczyńskiego nie wahał się nawet nazwać poczciwych, zasłużonych dla Polski autorytetów jak byli ministrowie spraw zagranicznych - agentami obcych służb specjalnych, po tym jak ci ministrowie odważyli się go skrytykować.
Być może Andrzej Lepper miał rację mówiąc, że Kaczyński to chory na władzę psychopata, który notorycznie posługuje się manipulacją do osiągnięcia swoich urojonych celów.

Ugrupowanie Kaczyńskich wyszło z oryginalną tezą, że im bardziej niezależne media krytykują osoby sprawujące służbę publiczną w kraju znaczy tyle, że tym bardziej się mylą. Bo przecież wszyscy są w błędzie oprócz oczywiście premiera i jego świty - dokładnie tak jak u orwellowskiego Napoleona. Kuriozalne to, ale prawdziwe.
Założę się, że nawet osoby wypowiadające takie poglądy w to nie wierzą, czynią tak jednak cynicznie w trosce o utrzymanie swych wodzowskich pozycji. Przecież każdy normalny człowiek dobrze wie, że jest omylny i nigdy nie rości sobie pretensji do nieomylności. Jednak gdyby zaistniała taka okoliczność, że premier rzeczywiście wierzy w to, iż jest nieomylny - byłby to koronny dowód na to, że jest przypadkiem psychopatycznym, jak tego chciał w swej niedawnej wypowiedzi po rozpadzie koalicji jego bliski współpracownik, współtwórca tzw. IV RP, były wicepremier tejże tzw. IV RP  - Andrzej Lepper. 
Przeszkadza mi, że w Polsce zasiadają przed kamerami i zabierają głos w roli ekspertów ludzie, którzy nie mają nic ciekawego do zaoferowania oprócz swej małości (dosłownie i w przenośni), frustracji i destrukcyjnego myślenia, a prezenterzy telewizyjni traktują ich z największą powagą. Mało tego, nieraz powtarzają i utrwalają ich nowomowę i niegramatyczne powiedzenia, naśladują ich bezgustowne sposoby zachowania i gestykulacji.

Kwaśniewski natomiast nie wykorzystał tak wielkiej szansy aby wyłożyć wszystkie "grzeszki" obecnej władzy (jak siebie lubi aktualnie nazywać obecny premier) - naciąganie, czy wręcz łamanie prawa, aferki korupcyjne też ma na swym koncie, wykorzystywanie pozycji publicznych do partykularnych interesów, jak zatrzymanie ekspresowego pociągu we Włoszczowej. Jak to się ma do realizowaniem w rzeczywistości "wysokich standartów moralnych" z przestępcami z Samoobrony i nazistami z LPR-u Bóg tylko raczy wiedzieć i oczywiście stratedzy tych poronionych projektów.

Druga debata Tusk - Kaczyński przyniosła za to zdecydowane porażkę premierowi i to przez nokaut. Tusk nie dał najmniejszych szans Kaczyńskiemu. A dokonał tego z uśmiechem na twarzy wygarniając spokojnie i rzeczowo całe mnóstwo nieudacznictwa i złego zarządzania krajem. Premier pomimo swej wrodzonej zdolności do obrony przez atak nie mógł nawet pozbierać się po tak frontalnym wyłożeniu kawy na ławę. Bo premier i rząd PiS-owski jaki jest - każdy widzi, za sprawą Tuska, w cztery oczy zostało to dobitnie wyrażone. Kaczyński, chociaż niezdolny jest do rzeczowej dyskusji co chwila spuszczał wzrok do dołu. Tusk tylko tracił niepotrzebnie na wdawanie się w niezbyt udane żarty, które psuły ogólny efekt. To i tak nie zmienia rzeczy, że powalił premiera Kaczyńskiego na podłogę i wydaje się, że dał nadzieję na lepszą, prawdziwie solidarną a nieskłóconą Polskę. Czego rodacy potrzebują teraz może właśnie najbardziej.



Bogdan Grodzki